Każdy kto śledzi notowania białych certyfikatów zdaje sobie pewnie sprawę z powagi sytuacji. Ceny świadectw przetargowych i rocznych wydanych w 2018 roku osiągnęły poziomy tak niskie, że ich sprzedaż jest komplentnie nieopłacalna. Na ostatniej kwietniowej sesji sprzedawano je nawet po 12 zł/toe, co oznacza że przychód ze sprzedaży był niższy niż koszty transakcji giełdowej! Rządzą emocje. Sprzedający ścigają się w arkuszu zleceń, żeby zdążyć pozbyć się praw majątkowych. W takiej sytuacji trudno spodziewać się odwrotu tego trendu. Czy jednak wszystko stracone? Czy trzeba poddawać się tym emocjom?

Uważam, że nie można się godzić na każdą cenę i warto podjąć ryzyko niesprzedawania świadectw. To pierwszy krok, niezbędny aby skorzystać z szans, które mogą się pojawić na horyzoncie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że sytuacja jest niewygodna zarówno dla sprzedających białe certyfikaty, jak i dla odpowiedzialnych za system wsparcia efektywności energetycznej, chociaż nikt do odpowiedzialności publicznie się nie poczuwa. Prezes URE kończy swoją kadencję 2 czerwca. Co więc z falą frustracji, która może się ujawnić 1 lipca? Nasi politycy dali nam już przykład nieobliczalności demontujac rynek energii w Polsce na jednym posiedzeniu sejmowym. Zarzuty sprzeczności z obowiązującym prawem wtedy nie stanęły na przeszkodzie. Jak więc zareagują tym razem? Nie wiadomo. Wiele będzie zależało od tego czy temat pozostanie niszowy, czy zrobi się medialnie nośny - mamy przecież rok wyborczy.

Bezsilność

Przywołana ustawa prądowa jest dobrym przykładem poczucia bezsilności, które towarzyszyło mi podczas obserwacji alogicznych działań polityków i parlamentarzystów. Straciłem pewność siebie i zdolność doradzania klientom - otoczenie stało się nieprzewidywalne, przestałem rozumieć świat. Co z tego, że po kilku miesiącach jest potwierdzenie zewnętrzne tego kto miał wtedy rację, co z tego, że podnoszone wówczas ryzyka materializują się na naszych oczach, skoro do dziś nikt tego nie posprzątał i wciąż tylko zapowiada się procedury naprawcze.

Podobna bezsilność towarzyszy mi w stosunku do przetargowych białych certyfikatów, gdy obserwuję notwania poniżej 100 zł/toe. Zaufanie uczestników systemu wsparcia do jego organizatorów i regulatorów zostało mocno nadwyrężone. Praktyczne pytanie brzmi: czy warto minimalizować stratę czy też raczej zaryzykować wszystko i przeczekać, obserwując co się wkrótce stanie.

Za późno?

Problemy na rynku były widoczne od dłuższego czasu ale czas reakcji władzy wykonawczej i ustawodawczej, aby sytuacje uratować, minął. Nie podjęto żadnych działań. Na to, aby znowelizować ustawę już jest za późno. Pozostaje więc szukać sposobów w ramach obowiązujących przepisów.

Propozycje

Mało kto wysuwa jeszcze jakieś propozycje ratowania systemu, gdyż przekonanie, że jest po prostu za późno zadomowiło się w naszych głowach. Przecież za półtora miesiąca będzie już po całej sprawie. Pozostaje więc zbytnio się nie angażować i przeczekać.

Tym większe uznanie dla pana Adama Mandraka z firmy Energo Efekt, który podzielił się dziś ze mną propozycją ratowania systemu w oparciu o obowiązujące przepisy ustawy o efektywności energetycznej. Nie jest to propozycja pozbawiona ryzyk, ale na tę chwilę nie ma żadnych innych ciekawych opcji. Z pewnością jedną ze słabych stron tego pomysłu jest to, że wymagałby ruchów na szerszą skalę, obejmujących wielu uczestników rynku z różnych jego stron. Stąd przy tak krótkim czasie może się to nie udać. Pierwszymi aktorami i beneficjentami byliby kupujacy. Sprzedający potencjalnie molgą na tym skorzystać, jeśli zapomną o niskich cenach notowań i solidarnie ustawią wyżej poprzeczkę. Czy jednak ten rozproszony uczestnik rynku ma wystarczającą wiedzę i świadomość by skorzystać z tej możliwości?

Ale przejdźmy do samego pomysłu pana Adama. Zauważył on, że w art. 16 ustawy wprowadzono możliwość łącznego rozliczania obowiązku w okresach dwu lub trzyletnich. Miało to np. umożliwić podmiotom zobowiązanym realizację własnej inwestycji, której przyszłe efekty oszczędnościow będą większe niż jednoroczne obowiązki. Ale takie zapisy nie zostały wprost wprowadzone więc również można zinterpretować ten zapis, że dziś chcemy rozliczyć obowiązek za trzy lata (2018-2020) z góry. Dziś dlatego, że teraz certyfikatów jest dużo i sa tanie, a przewidujemy, że wkrótce nie będzie ich w wystarczającej ilości i będą drogie. Aby skorzystać z tej okazji trzeba zwrócić się z wnioskiem do Prezesa URE wyrażając wolę rozliczenia za okres trzyletni, a następnie kupić i umorzyć na zapas odpowiedni wolumen certyfikatów (art. 32 ustawy). Jeśli interpretacja przepisów jest prawidłowa to korzyść dla przedsiębiorstw energetycznych (podmiotów zobowiązanych) jest oczywista: realizują obowiązek np. po 500 zł/toe a nie po 1653, czy 1736, czy 1823 zł/toe.

Jeżeli główni gracze zwiększyliby dziś dwu lub trzykrotnie zapotrzebowanie na certyfikaty to pula nadmiarowych świadectw wydanych w ostatnim przetargu URE zostałaby szybko skonsumowana. Rynek nie zareagowałby od razu na wzrost poputy i częsć mało świadomych członków RŚP sprzedałaby swoje prawa majątkowe za bezcen, tak jak to ma miejsce teraz. Jest jednak szansa, że wielu wycofałoby wcześniejsze zlecenia ustalając ceny na poziomie 10 - 20 krotnie wyższym niż obserwowane teraz.

Recepta na #BC by Adam Mandrak Energo Efekt

Pomysł wydaje się dobry, ale trudny do realizacji. Jeśli zaistnieje na marginalnym poziomie to skorzystają na nim jedynie ci kupujący, którzy samodzielnie zweryfikują ryzyka prawne i wykorzystają podpowiedź pana Adama. Aby mogli na tym skorzystać również sprzedający konieczny jest efekt skali. Mam wątpliwości czy w tym krótkim czasie uda się go osiągnąć. Ale spróbować warto. Lepiej stracić przez to, że się zaryzykowało i przeczekało fale wyprzedaży niż oddawać z trudem zdobyte prawa majątkowe za przysłowiowe grosze.
Istnieją też zastrzeżenia, co do takiego interpretowania przepisów i dobrze by było, aby rozstrzygali je prawnicy i urzędnicy. To do nich należy następny krok. Póki co sprawa nie ma precedensu, więc wątpię, aby podmioty zobowiązane były chętne zaryzykować na dużą skalę w zdający się dogorywać system.

Przepisy

Na koniec cytaty z ustawy o efektywności energetycznej, na których opiera się przedstawiony pomysł

Art. 16. 1. Podmiot zobowiązany może rozliczyć wykonanie obowiązku, o którym mowa w art. 10 ust. 1, w zakresie nierealizowanym opłatą zastępczą, do dnia 30 czerwca trzeciego roku następującego po roku, którego dotyczy obowiązek, chyba że złożył do Prezesa URE wniosek o łączne rozliczenie wykonania obowiązku, o którym mowa w art. 10 ust. 1, za dwa lub trzy lata.

  1. W przypadku łącznego rozliczenia wykonania obowiązku, o którym mowa w art. 10 ust. 1, w zakresie nierealizowanym opłatą zastępczą, dokonuje się go do dnia 30 czerwca roku następującego po ostatnim roku z dwuletniego lub trzyletniego okresu realizacji tego obowiązku.

Art. 32. 1. Prezes URE, na wniosek podmiotu zobowiązanego, któremu przysługują prawa majątkowe wynikające ze świadectw efektywności energetycznej, w drodze decyzji, umarza te świadectwa w całości albo w części.

  1. Świadectwo efektywności energetycznej umorzone do dnia 30 czerwca danego roku kalendarzowego jest uwzględniane przy rozliczeniu wykonania obowiązku określonego w art. 10 ust. 1 pkt 2 za poprzedni rok kalendarzowy, z zastrzeżeniem art. 16 ust. 1 i 2.

Na zakkończenie

Nadzieja umiera ostatnia. Wiem, że wciąż podejmowane są próby zwrócenia uwagi na problem politykom i parlamentarzystom. Czy okażą się skuteczne? Czy przedstawiony przez pana Adama dość skomplikowany i ryzykowny sposób ma szanse coś zmienić?
Ja generalnie wycofuję się na pozycję obserwatora i czekam czy koniec będzie przewidywalny, czy też czeka nas jakieś zaskoczenie. Nie liczę na zbyt wiele bo wciąż trudno się otrząsnąć po bałaganie z ustawą prądową, która generuje problemy na o wiele większą skalę